Dwie największe organizacje w branży motoryzacyjnej w naszym kraju - Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części oraz Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego alarmują i apelują o zahamowanie działań, mogących negatywnie wpłynąć na całą branżę.

9 października ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej zaproponowali redukcję emisji CO2 przez nowe auta do co najmniej 35% w 2030 r. w porównaniu do 2021 r. Kilka dni wcześniej Parlament Europejski przyjął stanowisko nakazujące obniżenie emisji CO2 w motoryzacji o 20% w 2025 r. i aż o 40% w 2030 r. To stanowisko znacząco odbiegało od pierwotnego założenia Komisji Europejskiej z końca ubiegłego roku, zakładającego obniżenie emisji o 15% do 2025 r. i 30% do 2030 r. Teraz rozpoczyna się tzw. trialog, czyli uzgodnienia między głównymi instytucjami UE (Rada UE, PE i KE), które mają doprowadzić do ustalenia jednego stanowiska w sprawie ograniczeń emisji CO2. Uzgodnienia mogą być trudne, bo niektóre kraje członkowskie domagały się nawet 60-procentowego ograniczenia emisji CO2 w 2030 r.

- W naszym kraju producenci części motoryzacyjnych skupieni są w dużej części wokół technologii silnika spalinowego. Ich kondycja ma znaczenie dla wielu powiązanych gałęzi gospodarki, a w związku z tym dla gospodarki całego kraju. Dlatego uważamy, że proponowane cele ograniczenia emisji CO2 są bardzo surowe i uderzą w całą branżę - mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. I dodaje, że branża doskonale rozumie konieczność ograniczania emisji CO2, ale w sposób zrównoważony i nie promujący wyłącznie jednej technologii - elektromobilności. - Nie mamy w Polsce odpowiedniej infrastruktury do ładowania pojazdów i takie auta są nadal bardzo drogie, w związku z tym proponujemy wprowadzić rozwiązania, oparte na paliwach o niskiej zawartości węgla, poprawić np. efektywność energetyczną systemów wentylacyjnych, klimatyzacyjnych, oświetlenia itp., używać tych materiałów, które pozwalają na skuteczne ograniczenia emisji CO2, czy werszcie technologii hybrydowych.

Małgorzata Demidziuk, dyrektor ds. sektora logistyki i automotive w Santander Bank Polska, zwraca uwagę, że konsekwencje ograniczenia emisji CO2 dla producentów części samochodowych są powiązane z ich konsekwencjami dla przeciętnych użytkowników aut. - Ceny aut elektrycznych będą wysokie, bo są pochodną kosztów opracowania i wdrożenia nowych technologii dla tych aut. Jednocześnie różnice w sile nabywczej konsumentów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej a pozostałą części Europy sugerują, iż Polska – podobnie jak inne kraje regionu CEE – mogą wolniej absorbować nowe trendy w motoryzacji - mówi Małgorzata Demidziuk.

Ceny aut elektrycznych przekraczają znacząco 100 tysięcy złotych, tymczasem według Głównego Urzędu Statystycznego, budżet rozporządzalny polskiego gospodarstwa domowego to niecałe 54 tysięcy złotych, znacząco mniej niż w bogatszych krajach Europy Zachodniej.

Zdaniem przedstawicieli branży motoryzacyjnej w Polsce nawet jeżeli ostatecznie zapadną najmniej surowe dla branży decyzje (ograniczenie emisji o 30% do 2030 r.), to i tak spowoduje to bardzo poważne konsekwencje dla branży - zarówno dla producentów części motoryzacyjnych, jak i producentów samochodów. Szczególnie mocno nowe przepisy uderzą w branżę części motoryzacyjnych, w produkcji których Polska jest europejskim potentatem. Wartość produkcji części wyniosła w Polsce w 2017 r. ponad 20 miliardów złotych, producenci części tworzą 140 tysięcy miejsc pracy i przeznaczają aż 5-10% obrotu na rozwój i innowacje (co najmniej 1 miliard euro rocznie). Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych szacuje, że w wyniku wprowadzenia 30-procentowego ograniczenia emisji CO2 do 2030 r. wartość produkcji części spadnie z 20 do 14 mld euro, liczba pracowników w branży spadnie ze 140 do 85 tys. osób, wydatki na badania i rozwój z 1 do 0,6 mld euro, a eksport części z 10 do 8 mld euro.

Źródło: SDCM