Badania po nowemu

© Maciej Blum

Udostępnij:

Od kiedy jeżdżę własnym samochodem, płacę za niego ubezpieczenie i udaję się na przeglądy do stacji kontroli pojazdów. Jeszcze do niedawna badanie trwało dość krótko – diagnosta właściwie sprawdzał numer VIN, odczytywał numer silnika, wchodził pod auto, kontrolował, czy nie ma dziur w podłodze i sprawdzał hamulce.


Do niedawna było to praktycznie wszystko. Badanie okazywało się w sumie formalnoscią, choć – trzeba przyznać – widywało się sytuacje, kiedy jakiś samochód został z przeglądu cofnięty za jakąś rażącą usterkę. Diagności wykrywali awarie zagrażające bezpieczeństwu na drodze, ale zdarzało się, ze przymknęli oko na jakiś drobiazg, który nie był groźny dla ruchu.


TOP w kategorii


#Ludzie i komentarze

badanie przgląd stacja kontroli



Cóż, niedawno zmieniły się przepisy dotyczące systemu badań okresowych pojazdów. Podstawową zasadą, która weszła teraz w życie, jest uiszczanie opłaty zaraz na początku, aby wyeliminować problem niepłacenia za badanie, które kończyło się wynikiem negatywnym. I wedle takich właśnie nowych zasad odbyło się badanie techniczne, na które moje auto trafiło w zeszłym miesiącu. Diagnosta skasował 99 złotych (dlaczego nie 100?), po czym wziął kluczyki i wjechał samochodem na ścieżkę diagnostyczną. Tym razem zbadał samochód bardzo szczegółowo. Amortyzatory, hamulce, luzy w zawieszeniu, oświetlenie, skład spalin… I to ostatnie zdziwiło mnie najbardziej. Samochód wyposażony jest w katalizator, filtr DPF, na desce rozdzielczej nie świeci się żadna kontrolka, a jednak skład spalin został gruntownie przeanalizowany. Było to chyba pierwsze badanie tego auta pod tym kątem. Podczas rozmowy diagnosta stwierdził, że obowiązują teraz nowe przepisy i na badanie każdego samochodu jest przewidziane okienko czasowe wynoszące w przybliżeniu 30 minut. Ani minuty mniej. Krótsze czasy przeglądów od otwarcia zlecenia do jego zamknięcia w systemie są podejrzane, więc auto po prostu musi spędzić „na kanale” te 30 minut, w przeciwnym razie diagnosta będzie miał kłopoty.

Udostępnij:

Drukuj





Maciej Blum



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również