Od elektroniki po oświetlenie

oświetlenie samochodowe © M-Tech

Udostępnij:

Na temat rozwoju i zmian na rynku oświetlenia motoryzacyjnego rozmawiamy z Tomaszem Barczykiem – współwłaścicielem firmy M-Tech zajmującej się dostarczaniem źródeł światła na rynek wtórny.



Maciej Blum: Firma istnieje od 2004 roku. Jaki jest przepis na tak szybki rozwój?


TOP w kategorii




Tomasz Barczyk: Zacząć trzeba chyba od tego, że firma owszem istnieje od 2004 roku, ale swe początki zawdzięcza żyłce do interesów założyciela – Michała Jachowicza. M-Tech w tym okresie był jednoosobową działalnością gospodarczą zajmującą się drobnym importem elektroniki użytkowej. Segmentem automotive na porządnie zajęliśmy się po moim „związaniu” się z Michałem i stworzeniu spółki cywilnej siedem lat później. Rozwijamy się więc tak naprawdę szybciej niż by się wydawało. Skąd taki szybki wzrost? Składa się na niego kilka czynników, ale do najważniejszych należą: pomysł, strategia, żelazna konsekwencja i optymizm.  Mówiąc „pomysł”, mam na myśli pomysł na siebie, pomysł na firmę, pomysł na jej pracowników, ale również pomysł na to, jak być przydatnym dla klienta. Strategia polega na tym, że najpierw należy dokonać analizy i uświadomić sobie, jakie jest nasze miejsce w szeregu oraz zaakceptować ten fakt. Później trzeba zaplanować – w dużym uproszczeniu –przyszłość firmy, a na końcu – może to zabrzmi banalnie – po prostu powyższe zrealizować.

A na czym polega żelazna konsekwencja i optymizm? M-Tech ma w swej historii zakup dolara za 2 PLN, ale także za niemalże 4,5 PLN. Rozwijaliśmy się zarówno podczas globalnego kryzysu, jak i  podczas różnych mniejszych spowolnień na rynku polskim. W tym okresie wiele firm startujących w czasie, gdy powstał M-Tech i zajmujących się podobnymi tematami przebranżowiło się, a inne – działające nierzadko od początku lat 90. – musiały wycofać się z rynku oświetlenia. Niestety w naszym kraju dla wielu przedsiębiorców pierwszą reakcją, gdy na drodze pojawiają się kłody, jest złość, zwątpienie, nierzadko rezygnacja z obranej drogi. Dla mnie to niczyja kłoda przy ruchliwej drodze, na której doskonale wyglądałaby moja wielka reklama.

Wspomniał Pan, że początki związane były z elektroniką użytkową importowaną z Chin. Co dokładnie było importowane?

Mój wspólnik dostrzegł możliwości rozwijającego się w tym okresie portalu aukcyjnego oraz importu z Chin akcesoriów elektrycznych, na przykład do telefonów komórkowych. Oszacował możliwości, podjął odważne decyzje i tak się to wszystko zaczęło. Chwała mu za to, gdyż bez jego wiedzy i doświadczenia M-Tech nie byłby tym, czym jest obecnie, czyli firmą zatrudniającą prawie 40 pracowników i regularnie zaopatrującą partnerów w 34 krajach na czterech kontynentach. Firmą, która ma własny oddział w Szanghaju, a która już w styczniu otwiera nową siedzibę, dzięki której uzyska możliwość komfortowego zatrudnienia ponad 50 pracowników biurowych i badawczo-rozwojowych oraz 40 magazynierów.

Wreszcie M-Tech jest firmą, która oprócz dystrybucji własnych rozwiązań z sukcesami rozprowadza produkty takich marek jak Philips, Osram, Narva czy Neolux. Czyni nas to jednym z najbardziej kompleksowych dostawców oświetlenia na rynek automotive aftermarket w Europie. To dlatego rok w rok z żelazną konsekwencją poszerzamy nasze portfolio partnerów z grup zakupowych, takich jak ATR, TEMOT, AD International, LKQ czy Nexus.

Kiedy w ofercie firmy pojawiły się elementy oświetlenia?

Pierwszymi elementami oświetlenia – zresztą dostępnymi w naszej ofercie do dnia dzisiejszego – były tuningowe zestawy typu HID – dość niszowe, natomiast mające wierną grupę wielbicieli. Po zawiązaniu spółki M-Tech skoncentrował się już jedynie na oświetleniu dla segmentu automotive i po dzień dzisiejszy nie zwalnia tempa. Naszych obecnych i przyszłych odbiorców mogę zapewnić, że to się nie zmieni, a nasze ambicje wykraczają daleko poza widoczny dziś horyzont.

Dlaczego droga poprowadziła Was w stronę motoryzacji? Co o tym zadecydowało?

Myślę, że dwa aspekty. Pierwszy – chłodny, pragmatyczny i dokładnie przeliczony – to zysk oraz możliwości rozwoju. W kraju, w którym kocha się używane samochody z importu, a do tego handlarze z wielu krajów ościennych naprawiają u nas samochody, nietrudno oszacować, że potencjał rozwoju „od zera” jest ogromny. Nasze myślenie było banalnie proste: nie mamy ogromnych pieniędzy, nie mamy struktur, specjalistycznej wiedzy ani doświadczenia. Żarówki – na tamtą chwilę – były awaryjne i dalej takie będą. Są tanie, łatwe w imporcie i nie mają daty ważności. Konkurencja jest stosunkowo słaba, a marże – przyzwoite.

Drugi aspekt jest może trochę humorystyczny: dwóch dwudziestoparoletnich chłopaków stanu wolnego, którzy naoglądali się „Szybkich i wściekłych”, chciało musnąć troszkę klimatu tuningu, wyścigów, międzynarodowego towarzystwa. Na początku Michał za dnia pracował w firmie handlowej, ja w nocy pracowałem dla jednej z australijskich korporacji IT, a za dnia studiowałem informatykę. Mieliśmy poczucie, że teraz albo nigdy, a branża automotive wydawała się po prostu… fajna.

Wraz z rozwojem techniki oświetleniowej konieczne jest nadążanie z asortymentem. Czy są jakieś zmiany na rynku motoryzacyjnym, których się Pan obawia?

Obecnie – z naszego punktu widzenia – rozwój jest czymś naturalnym. Jako prezes miałem za zadanie przygotować całą strukturę firmy do działania w atmosferze ciągłych nowości, zmian asortymentowych i nietypowych wymagań klientów.

Mamy 2–3 generacje diod LED rocznie. Dzięki ścisłym relacjom i długofalowej współpracy jesteśmy w stanie pracować na komponentach testowych niewypuszczonych jeszcze do masowej sprzedaży, czym przyspieszamy product development w firmie M-Tech o 3 do 6 miesięcy.

Projektujemy nasze produkty w oparciu o niesprzedawane w hurcie, najwydajniejsze diody, dzięki czemu po osiągnięciu dostępności mamy produkty lepsze od konkurencji już 3 do 6 miesięcy wcześniej.

Dzięki polskim inżynierom doskonale działającym działom zakupów i rozwoju produktu masowo wprowadzamy na rynek nowe rozwiązania. Produkty są projektowane w Polsce, kluczowe komponenty optoelektroniczne pochodzą z Europy, a produkcja realizowana jest w fabrykach, z którymi nierzadko jesteśmy związani od wielu lat. Nie udałoby się to, gdyby nie fakt, że zatrudniamy dwóch europejskich specjalistów w Szanghaju, którzy wraz z chińskimi kolegami prowadzą nasze biuro. Team w Szanghaju kontroluje logistykę i jakość oraz sprawia, że możemy oferować nie tylko produkty, ale i usługi związane z personalizacją w sposób lepszy niż wielu naszych konkurentów. Nasz zespół działa jak dobry 8-cylindrowy silnik, który obecnie zaczyna wchodzić na coraz wyższe obroty.

Jaki jest kierunek rozwoju oświetlenia samochodowego?

Ewidentnie jesteśmy w erze technologii LED-owej. Jeśli mówimy o samochodach nowych, standardowe oświetlenie w technologii opartej na wolframie jest w obecnych czasach przeżytkiem. W nowych samochodach trudno znaleźć już standardową żarówkę. Palniki ksenonowe z racji swoich zalet jeszcze się trzymają, ale ich dni również są policzone.
W segmencie reflektorów zaczynają pojawiać się tzw. reflektory laserowe oraz reflektory w technologii OLED.
Dla nas w M-Techu trend ten to z jednej strony zagrożenie, z którego zdajemy sobie sprawę, a z drugiej strony – niewyobrażalna wręcz okazja. Upgrade oświetlenia w samochodzie to jeden z najprostszych i najtańszych sposobów na wprowadzenie widocznych i praktycznych zmian wizualnych w pojeździe. Branża oświetlenia w aftermarkecie to zupełnie inna branża niż oświetlenie OEM na pierwszy montaż. Przekonują się o tym nasi dużo starsi koledzy z segmentu premium. Nie bez przyczyny segment premium na rynku wtórnym wciąż kojarzy się tylko i wyłącznie ze słowem „żarówka”, a nie „LED”. Młode, dynamiczne i elastyczne firmy, takie jak M-Tech, sukcesywnie podbijają ten segment, przyczyniając się do wzrostu zadowolenia właścicieli z użytkowania ich pojazdów… szczególnie w nocy.

Oświetlenie modułowe LED i brak elementów wymiennych – czy widzi Pan w tym zagrożenie? A może będzie to kolejne wyzwanie?

Z doświadczenia wiem, że na początku blisko 100% rynku będzie w posiadaniu naszych starszych kolegów z segmentu premium. Wiemy również, że oferowane przez nich rozwiązania będą drogie, trudno dostępne i nie będą rozwijane. Obecnie żarówki na rynek europejski OEM pochodzą z produkcji europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że halogeny i xenony zostaną wyparte przez LED-owe oświetlenie modułowe. Dla nas to niewyobrażalna wręcz szansa, gdyż jeśli przeanalizujemy oferty producentów premium na pierwszy montaż, to szukać u nich produktów LED-owych produkowanych gdzie indziej niż w Azji to jak szukanie igły w stogu siana. Dzięki przetartym szlakom i kontrahentom potrafiącym sprostać wymogom certyfikacji ISO na pierwszy montaż będziemy mogli na rynku konkurować jak równy z równym. Będziemy mieli produkty wytwarzane w tym samym kraju, w oparciu o te same komponenty, zaprojektowane przez europejskich inżynierów. Czego chcieć więcej? Musimy tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozbudzenie  się odpowiedniego popytu.

Jak długo w użytku będą jeszcze żarówki halogenowe i tradycyjne, na przykład do oświetlania tablic rejestracyjnych?

Estymacje producentów dla Europy mówią o 10 latach. Mówimy tu generalnie o technologii tradycyjnych żarówek. Odpowiadając na to pytanie troszkę bardziej wnikliwie, należałoby rozwinąć np. dość trafnie przytoczony przykład oświetlenia tablic rejestracyjnych. W tym segmencie praktycznie każdy nowy samochód w Europie wyposażony jest w moduły LED. Można spodziewać się, że popyt na tradycyjne żarówki do tego zastosowania za około 5 lat będzie wynosił jedynie 20% popytu z 2018 roku. Z „migaczami” czy „stopami” nie jest na szczęście tak źle, ale tu też rynek zrewiduje listę dostawców tego typu żarówek w dłuższym okresie.

Czy zgodnie z dynamiką pojawiania się na rynku tak samo poszczególne źródła światła będą z tego rynku znikały? Żarówki halogenowe miały być wyparte przez oświetlenie wyładowcze, to miało być wyparte przez oświetlenie LED, a następne są matrycowe światła LED. Czy matrycowe światła LED zostaną wyparte przez oświetlenie laserowe?

Bardzo ciekawe i złożone pytanie. Pierwszy aspekt z nim związany, z którego musimy zdać sobie sprawę, to fakt, że to producenci samochodów narzucają trendy, z którymi będziemy się na aftermarkecie spotykać za 5, 10 czy 15 lat. Korzystają oni z ofert nie producentów żarówek, lecz producentów reflektorów. Tak naprawdę to oni dobierają sobie wygodną i oczywiście dochodową dla nich technologię, w jakiej będzie świecić reflektor.

Kiedyś było inaczej: to producenci żarówek kontrolowali, co jeździ w samochodach, a producenci reflektorów byli uzależnieni od źródeł światła. Można przyjąć, że w przeszłości na światowym rynku liczyły się dwie globalne marki premium. Obecnie dzięki rozwojowi technologii LED-owej oraz dywersyfikacji jej producentów producenci reflektorów mają ogromne możliwości doboru dostawców i technologii. Gdzie pięciu się bije, tam klient korzysta – stąd sytuacja, w której oświetlenie matrycowe LED jest nierzadko tańsze i lepsze niż oświetlenie ksenonowe. 5 lat temu taki obrót spraw był wręcz uznawany w branży za urojony.

Obecnie idzie kryzys na rynku sprzedaży samochodów nowych. Jaka będzie strategia globalnych koncernów względem technologii, a co za tym idzie ofertowanych cen? Nie wie tego nikt. Jeśli ja metodą hazardzisty miałbym obstawiać, to powiedziałbym, że reflektory halogenowe w najtańszych samochodach się ostaną, HID-y wypadną na rzecz LED-ów różnego typu we wszystkich segmentach cenowych, a reflektory laserowe oraz OLED staną się standardem w segmencie aut luksusowych. A kto wie, może i premium?

Jakie oświetlenie będziemy widzieli w samochodach za 20–50 lat?

Skupiłbym się raczej na tych 20 latach, biorąc pod uwagę parę jasnych sygnałów wysyłanych przez rynek. Pierwszym i najważniejszym trendem jest pęd do elektromobilności i samochodów autonomicznych oraz potrzeba minimalizacji zużycia prądu. Samochody autonomiczne „widzą” drogę dzięki zaawansowanemu systemowi czujników, a nie jak człowiek – dzięki wiązce światła o określonej długości fali. Po drugie, austriacki producent jednych z najlepszych (o ile nie najlepszych) czujników różnego rodzaju dał wezwanie na akcje firmy Osram. AMS może i ma świetne kontakty z Applem, ale w branży automotive nie gra pierwszych skrzypiec. Zakup producenta żarówek i komponentów optoelektronicznych mającego kontakty handlowe praktycznie z każdym producentem samochodów na świecie jest logicznym posunięciem. Powyższe dwa punkty każą mi podejrzewać, że za 20 lat nie będzie oświetlenia głównego. Może będzie ono do kupienia jeszcze jako opcja dla „staromodnych”. Będziemy mieć pięknie oświetlone kabiny (prawdopodobnie OLED-em), ale autonomiczny system prowadzenia samochodu będzie używał czujników, a nie reflektorów.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Maciej Blum

Udostępnij:

Drukuj





Maciej Blum



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również