Problem z gryzoniem

©

Udostępnij:

W wydaniu 9/2019 autoEXPERTA zainicjowana została akcja montażu w samochodach urządzeń płoszących kuny. Warunkiem wzięcia udziału w akcji było opisanie w zgłoszeniu swojego przypadku walki z tym niechcianym gryzoniem.

W Polsce sporym problemem są kuny gnieżdżące się pod maskami samochodów. Oprócz tego, że zostawiają na silniku resztki pożywienia, mogą zniszczyć podbitkę i wygłuszenie przestrzeni silnikowej. Potrafią też spowodować uszkodzenia znacznie bardziej niebezpieczne i kosztowne: przegryźć przewody elektryczne czy paliwowe, a także węże z płynem chłodniczym.

W walce z kunami popularne są kostki toaletowe czy sierść psa umieszczona w woreczku pod maską samochodu. Ale sposoby te nie do końca działają, a jeśli nawet – to w sposób wybiórczy.

 

© Raven Media – Maciej Blum

 



Producent urządzeń „STOP&GO”  podkreśla, że aby jakikolwiek sposób walki z kunami był skuteczny, konieczne jest pozbycie się śladów zapachowych zostawianych przez te zwierzęta. Kuny, dotykając łapkami powierzchni podczas chodzenia, zostawiają na niej ślad swojego potu będący nośnikiem zapachów. Po przestawieniu samochodu w inne miejsce może się zdarzyć, że pod maskę zagląda kolejna kuna. To zazwyczaj oznacza kłopoty. Kuny nie znoszą zapachu konkurencyjnych osobników i za wszelką cenę próbują go usunąć. A robią to, drapiąc i gryząc. Aby sytuację zażegnać, konieczne jest więc dokładne usunięcie wszelkich śladów zapachowych. Podczas montażu urządzeń odstraszających stosuje się piankę myjącą natryskiwaną w nadkola, czyli miejsca, przez które kuny zazwyczaj wchodzą pod maskę. Po otwarciu maski silnika konieczne jest także dokładne spryskanie pianką silnika i wygłuszenia maski. Dopiero po usunięciu śladów zapachowych można przystąpić do montażu urządzenia odstraszającego, które będzie działało na zasadzie emisji ultradźwięków.

 

© Raven Media – Maciej Blum

 

 

 

Obecność kuny w moim samochodzie widoczna była po uszkodzeniach w aucie, czyli wygryzionym dosyć znacznie materiale wygłuszeniowym pod maską i na grodzi czołowej. Auto jest parkowane w różnych miejscach i z tego, co dowiedziałem się od przedstawiciela firmy, uszkodzenia są wynikiem tego, że kuny jedna po drugiej usuwają ślady bytności w samochodzie. Jeśli w pojeździe operuje jedna kuna, uszkodzeń nie ma. Natomiast jeżeli auto zostawiamy w różnych miejscach na dłużej niż godzinę, zwłaszcza na całą noc, istnieje duża szansa, że kolejna kuna będzie zacierała ślady tej pierwszej. Będzie wówczas niszczyła wygłuszenie w różnych miejscach, a także będzie próbowała usuwać zapach z przewodów, powodując znacznie poważniejsze usterki, z unieruchomieniem samochodu włącznie. Koszty wymiany zniszczonych elementów – przewodów od turbo czy sterowników dostępnych tylko w oryginale – mogą być bardzo wysokie. Oferowane zabezpieczenie może więc ochronić przed znacznie poważniejszymi uszkodzeniami niż tylko zniszczenie materiału wygłuszenia – czy to na grodzi czołowej, czy na masce silnika.
 

TOP w kategorii




 

Mieszkam w rejonie, w którym jest bardzo dużo kun. W ciągu roku do klatki-łapki złapały się cztery. Wypuściłem je, ale prawdopodobnie za blisko i wróciły. W samochodzie zerwały mi wygłuszenie spod maski, zostawiły też ślad po ugryzieniu na przewodzie paliwowym. W busie natomiast trzy razy przegryzły wężyk od turbo. Walczę z nimi różnymi sposobami: filc pod maską, kostki toaletowe, ale żaden z tych sposobów jak dotąd nie okazał się skuteczny. Dlatego zdecydowałem się na ten program i montaż urządzenia odstraszającego kuny.
 

 

Do mojego warsztatu przyjeżdżają klienci zamieszkujący specyficzne tereny w dorzeczu dwóch rzek. Wiele tu ptactwa i zwierzyny, wśród której są również kuny. Mam wielu klientów skarżących się na nie. Do warsztatu na lawetach przywożone są samochody z uszkodzonymi przewodami, z nieodpalającymi silnikami, z brakiem mocy, którego przyczyną są właśnie kuny. Klienci walczą z gryzoniami na różne sposoby, a ja wraz z nimi. W samochodzie VW Sharan 2.0 TDI z 2012 roku stosowaliśmy różne metody: zawieszki zapachowe, środki chemiczne, deski ze szpikulcami, gwoździe i… nic. Skutki to pogryzione przewody, zjedzona podbitka, odciski łapek kuny na elementach silnika. Udało się nawet dwie kuny złapać w klatkę i wywieźć około 60 km od miejsca bytowania. Operacja nic nie dała i po około 2 tygodniach odciski łapek na komorze silnika wróciły.
 

 

W promocji przeprowadzonej przez producenta urządzeń „Stop&Go” w warsztacie „ARDA” przy ul. Przemkowskiej 20 we Wrocławiu zamontowano urządzenia wysokonapięciowe typu 8 PLUS MINUS SKT oraz odstraszacze ultradźwiękowe 4B. Pierwsze urządzenie działa na zasadzie ultradźwięków oraz dodatkowego systemu odstraszania kun przez impulsy elektryczne. W chwili, gdy zwierzę otrze się o montowane pod maską płytki lub nadepnie na nie, zostanie porażone prądem o bardzo niskim amperażu. To działa odstraszająco, nie powodując u kuny obrażeń.

Drugie urządzenie to wersja tylko ultradźwiękowa, której montaż jest szybszy, ponieważ nie wymaga ciągnięcia pod maską dodatkowych przewodów elektrycznych do płytek, jak ma to miejsce w przypadku urządzenia 8 PLUS MINUS SKT.

Udostępnij:

Drukuj





Maciej Blum



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również