Zakup elektryka to naprawdę dobra inwestycja

ładowanie samochodu elektrycznego © 38 Content Communication

Udostępnij:

Czy rzeczywiście korzystanie z samochodów elektrycznych jest działaniem proekologicznym? Czy jeżdżenie elektrykiem jest za drogie? Ekspert ds. elektromobilności, Michał Baranowski, rozwiewa mity, jakie narosły wokół aut elektrycznych.


Fakty, nie mity!

Elektryki nie są bardziej przyjazne środowisku niż samochody spalinowe. Ich użytkowanie jest drogie. Dodatkowo silniki elektryczne nie wydają specyficznego dźwięku i nie dorównują tym spalinowym. – To tylko niektóre z wielu mitów, jakie narosły wokół aut elektrycznych – ocenia Michał Baranowski, ekspert ds. elektromobilności. – Dlatego warto je rozwiać.

Elektromobilność nie jest tylko chwilowym trendem. Doskonale zdają sobie z tego sprawę największe koncerny motoryzacyjne. Mogą się one pochwalić coraz szerszą gamą modeli aut elektrycznych. Do wyścigu włączyła się także spółka ElectroMobility Poland, która zamierza produkować e-auta pod marką Izera.

– Jednocześnie wokół elektromobilności i aut elektrycznych narosło wiele mitów, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – ocenia Michał Baranowski, ekspert ds. elektromobilności, który sam jeździ e-samochodem. – Użytkowanie takich pojazdów po prostu się opłaca, dodatkowo zmniejszamy dzięki temu swój negatywny wpływ na środowisko naturalne.

„Pojazdy elektryczne i ekologia? W Polsce to nie idzie w parze”

Czy rzeczywiście korzystanie z samochodów elektrycznych jest działaniem proekologicznym? Przecież w Polsce prąd powstaje w głównej mierze ze spalania węgla – argumentują elektromobilni sceptycy. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że udział energii pochodzącej z OZE sukcesywnie rośnie w strukturze wytwarzania każdej z polskich spółek energetycznych. Przykład? W przypadku Energi w pierwszym kwartale 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w produkcji brutto energii elektrycznej wyniósł aż 56,8 proc. To aż o 13 punktów procentowych więcej niż w ubiegłym roku oraz o 16,2 punktów procentowych więcej niż wyniosła produkcja brutto energii z węgla.

–  E-auta można ładować w nocy, kiedy zapotrzebowanie na prąd jest niewielkie. Wtedy jego produkcja się nie marnuje, sieć jest wykorzystywana efektywnie – zauważa Michał Baranowski – Trzeba także odnotować, że sprawność silnika elektrycznego (wynosi 90 proc.) bardzo mocni różni się od benzynowego (30 proc.) i diesla (40 proc). Ponadto samochody elektryczne są skonstruowane dużo prościej od spalinowych: nie mają skrzyni biegów, sprzęgła, turbiny, rozrządu układu wydechowego oraz oleju silnikowego.

W przypadku samochodów spalinowych wszystkie te elementy trzeba wyprodukować, konfekcjonować, przewieźć do punktów sprzedaży, potem wywieźć do miejsca utylizacji. Nie mówiąc już o wydobyciu potrzebnych do ich wytworzenia surowców, przetransportowaniu na miejsce produkcji. Wiąże się to oczywiście z emisją zanieczyszczeń, w tym CO2. Tymczasem baterię używaną w pojeździe elektrycznym można np. zamienić w domowy bank energii, a tym samym nadać jej ponowne życie. Z pożytkiem dla środowiska naturalnego.

„Jeżdżenie elektrykiem jest za drogie”

Samochody elektryczne, co podkreślają elektromobilni sceptycy, rzeczywiście są droższe o 30-40 proc. od tych spalinowych.

– Ale za to znacznie tańsze w eksploatacji – mówi Michał Baranowski. – Można to wszystko precyzyjnie przeliczyć i posłużyć się przykładem człowieka, który przesiadł się z dużego auta z silnikiem spalinowym do małego miejskiego samochodu elektrycznego.

Średnio przejeżdża on po dużym mieście 400–500 km tygodniowo. W przypadku samochodu spalinowego, benzyna kosztuje go 400–500 zł, elektrycznego – 10 zł – w momencie, gdy źródłem prądu jest zainstalowana na dachu jego domu instalacja fotowoltaiczna. Gdyby auto elektryczne ładował w domu, w II taryfie, koszt przejechania 100 km wyniósłby 3,5–5 zł. A co jeśli musiałby korzystać z ogólnodostępnych ładowarek? Tygodniowo zapłaciłby za prąd mniej niż 100 zł.

– Dużo taniej kosztują także przeglądy samochodów elektrycznych – dodaje Baranowski. – Powód jest prosty. Wolniej zużywają się choćby tarcze i klocki hamulcowe. Nie wymieniamy oleju, rozrządu. Dodatkowo poruszanie się po mieście samochodem elektrycznym daje ważny i praktyczny przywilej. Nie płacimy za miejskie strefy płatnego parkowania. Jeśli musielibyśmy zostawić tam nasz samochód spalinowy na osiem godzin, dzienny koszt wyniesie ok. 25 zł, miesięczny – ok. 500 zł.


TOP w kategorii


#Rynek



„Samochody elektryczne nie dorównują spalinowym”

Fani motoryzacji zarzucają elektrycznym samochodom brak „duszy”, tego, że z silnika nie wydobywają się tak lubiane przez nich i charakterystyczne dźwięki.

– Prawda jest jednak taka, że można je usłyszeć tylko w przypadku naprawdę dużych, ośmiocylindrowych silników – ocenia Michał Baranowski. – Trzycylindrowe małe miejskie pojazdy zupełnie „nie śpiewają”, dodatkowo, w porównaniu z elektrykami, wolno przyspieszają. Co ciekawe, spalinowa motoryzacja, o czym nie wszyscy wiedzą, czerpie też z elektromobilności. Bolidy ścigające się w ramach Formuły 1 mają wmontowany napęd elektryczny, który wspiera jednostkę spalinową. Elektromobilność stała się po prostu integralną częścią naszego życia.

Źródło: 38 Content Communication

Udostępnij:

Drukuj





aE



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również