CO2 jest najlepszym z czynników, bo ma najmniejszy wpływ na tworzenie się dziury ozonowej, jest więc najmniej szkodliwym gazem cieplarnianym. To dobrze. Jednak w samochodowej klimatyzacji pracuje on pod dziesięciokrotnie wyższym ciśnieniem niż każdy inny standardowy czynnik chłodniczy. Nietrudno przewidzieć, co się stanie, kiedy taka instalacja się rozszczelni. Aby więc nie dopuścić do uśpienia osób w aucie, konieczne było zaprojektowanie układu w taki sposób, by w jego obiegu było jak najmniej gazu, który w razie awarii nie wypełniłby całej kabiny. To też udało się zrobić.

Powstał więc samochód z nowym układem chłodzenia powietrza, nową sprężarką i ogólnie nową konstrukcją całego systemu – zaczynając od przewodów, a kończąc na nowych wymiennikach ciepła. Do tego konieczne jest oczywiście nowe urządzenie do obsługi. Tutaj pojawia się problem dla warsztatów, które – chcąc obsłużyć taki samochód – muszą się zaopatrzyć w nowy agregat. Czyli zapłacić i to niemało.

Ostatnio można też zaobserwować ciekawy trend dotyczący ceny starszego czynnika R134a, która zaczyna niepokojąco rosnąć. Dziś jego koszt jest już porównywalny z ceną czynnika R1234yf. Skąd taki wzrost? Otóż, czynnik ten jest coraz rzadziej używany w Europie, a jest produkowany przede wszystkim w Chinach i tamtejsi producenci przestali widzieć interes w sprzedaży jego coraz mniejszej ilości na Stary Kontynent. Skupili się więc na swoim lokalnym rynku, a my zaczęliśmy odczuwać deficyt. Efektem tego jest wzrost ceny starego czynnika, który mimo wszystko jest jeszcze używany – choćby do serwisowania starych układów klimatyzacji.

Z technicznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby napełnić je nowym czynnikiem, ale przepisy tego zabraniają. Samochód, w którym układ klimatyzacji pierwotnie pracujący na czynniku R134a został napełniony czynnikiem R1234yf, przestaje spełniać warunki homologacyjne, co oznacza, że nie powinien się poruszać po drogach. Brzmi to absurdalnie, ponieważ takie auto funkcjonalnie w niczym nie odbiega od oryginału, ale „przepis jest przepis”. I tak oto jeszcze niedawno wielu mechaników zastanawiało się, jak nowy czynnik w układach klimatyzacji zastąpić starym, a teraz mamy do czynienia z dokładnie odwrotnym problemem. Okazuje się, że cena czyni cuda.