Dlaczego tak uważam? To oczywiste – po prostu widać, jak te światła świecą. Często nierówno, a czasem można zaobserwować nawet, że lewe i prawe różnią się kolorem. W imię zasady – byle świeciły obydwa, wszystko jedno jak. Czemu tak się dzieje? Przyczyn może być wiele – od drobnych stłuczek, które wpływają na ustawienie świateł, przez uszkodzenie elementów sterujących ich wysokością, wymianę jednej żarówki, brak regulacji po wymianie albo demontażu reflektora. Jesteśmy narodem oszczędnym – po co wydawać pieniądze, skoro lampa jest na swoim miejscu, a żarówka świeci?

Teoretycznie światła powinny być kontrolowane przynajmniej raz w roku podczas badania okresowego na stacji kontroli pojazdów. W stacji, do której jeżdżę, muszę się upominać o badanie świateł i przypuszczam, że nie jest to jedyne miejsce, które przeprowadza dość okrojone badanie techniczne. Ogranicza się ono do skontrolowania stanu zawieszenia, luzów, stanu układu hamulcowego, kontroli podwozia na okoliczność korozji czy wycieków.

Wiem, że uogólnianie na podstawie jednego przypadku nie ma sensu, ale można przyjąć, że stacja kontroli pojazdów, na którą ja jeżdżę, nie jest jedyną działającą w ten sposób. Czyli że oświetlenie samochodów tam kontrolowanych jest rewidowane tylko wizualnie na zasadzie „jest/nie ma”.

Kiedy światło może się przestawić i kiedy powinno być kontrolowane? Biorąc pod uwagę konstrukcję reflektora i sposób rzucania światła na drogę, nawet bardzo nieznaczne odchylenie położenia reflektora może skutkować znacznym przesunięciem promienia światła. Obudowa lampy zamontowana jest w nadwoziu dość stabilnie, jednak sam reflektor najczęściej jest regulowany, czyli zawieszony wahliwie na przegubach i siłownikach regulujących. Przy wymianie żarówki z łatwością można wyczuć, jak odbłyśnik, w którym jest ona osadzona, porusza się względem obudowy. Jest to dla mnie podstawowy powód, aby sądzić, że po każdej wymianie żarówki wypadałoby skontrolować ustawienie świateł.

Oczywiście, moje przemyślenia na ten temat mogą mieć znaczenie dla mechaników i właścicieli SKP, ale dla kierowców już niekoniecznie. Jednak po stronie mechaników leży przekonywanie klientów do zadbania o element, który nocą – zamiast pomagać – często przeszkadza.