Dlaczego budzi ono takie skojarzenia? Ponieważ pierwszą usługą dostępną dzięki Pass-Thru była aktualizacja sterowników. Dziś jest to system oferujący znacznie więcej możliwości: oprócz samego połączenia z serwerem producenta pojazdu i dostępem do upgrade’ów oprogramowania mechanik dostaje dodatkowo pełny pakiet informacji technicznych dotyczących danego samochodu, i – co najciekawsze – uzyskuje funkcjonalność fabrycznego testera diagnostycznego. To oznacza, że po połączeniu z serwerem możne korzystać ze wszystkich możliwości diagnostycznych oferowanych przez serwisy autoryzowane.

Ale nie ma nic za darmo. Dostęp do danych kosztuje, a cena jest zależna od rodzaju wybranego abonamentu. To zaś powoduje, że w niektórych przypadkach warsztat nie ma interesu, aby się logować na serwerze producenta samochodu. Tak jest w przypadku sporadycznych usług serwisowych związanych z wymianą sterowników w samochodzie. W niektórych sytuacjach po prostu będzie taniej odwieźć samochód do ASO i nie ponosić jednorazowych, dość wysokich kosztów związanych z dostępem i transferem danych. Inaczej jest w przypadku regularnych prac związanych z elektroniką sterującą. Wtedy takie dostępy mają sens. Oczywiście wszystko to jest kwestią kalkulacji i organizacji pracy.

Wspominam o tym, ponieważ wiele osób uważa, że Pass-Thru to sposób na sprawowanie przez producentów kontroli nad pewnymi operacjami prowadzonymi w serwisach niezależnych. Wszak producent lub dystrybutor otrzymuje pełne informacje o rodzaju naprawy przeprowadzanej w konkretnym egzemplarzu samochodu. Jest to prawda, jednak protokół ten powstał w innym celu. Jest jakby rozszerzeniem dyrektywy GVO, która pozwalała na naprawę samochodów poza serwisami autoryzowanymi bez utraty gwarancji. Dzięki Pass-Thru serwisy mają nie tylko dostęp do aktualizacji sterowników, ale też możliwość pełnej diagnostyki praktycznie każdego sprzedawanego w Europie samochodu.