Maciej Blum: Jaki jest cel powołania takiego kompleksu naukowo-badawczego jak GEO-3EM?

Zbigniew Sroka: Celem kompleksu GEO-3EM jest prowadzenie badań i nauki dla poprawy bezpieczeństwa i rozwoju nowych metod diagnostyki. Z aktualnymi i potencjalnymi partnerami prowadzimy działania naukowe, badawcze oraz nawiązujemy współpracę komercyjną. W wielu grupach naszych partnerów już dwukrotnie odbyły się spotkania z rzeczoznawcami. Ostatnie przeprowadziliśmy w listopadzie.

Jaka jest tematyka prowadzonych szkoleń?

Tematyka ostatniego z nich była w pewnym stopniu ograniczona tylko i wyłącznie do próby zademonstrowania rozwiązywania pewnych zagadnień na symulatorze pojazdów ciężarowych i autobusów. Za jego pomocą przeprowadzić można szereg analiz, a ze względu na posiadany przez nas sprzęt mamy możliwość osadzenia na wspólnej osi czasowej różnych parametrów oraz reakcji kierowcy. Dzięki temu możemy równocześnie badać różne rodzaje układów, które mogą być montowane w kabinie i mają docelowo pomóc kierowcy w wykonywaniu jego zadań.

Kolejne szkolenie odbyło się w laboratorium, gdzie zostały przeprowadzone pokazy i badania na hamowni podwoziowej. Wykonano podstawową charakterystykę, w trakcie której możliwe było zademonstrowanie możliwości silnika spalinowego i elektrycznego, a więc takiej symbiozy dwóch rodzajów napędu. Wiem, że ten temat był szeroko komentowany. Rzeczoznawców przede wszystkim interesowało zagadnienie przyspieszeń i ich oddziaływania na człowieka.

Trzecia grupa szkoleń związana była z oceną zdarzeń drogowych z wykorzystaniem urządzeń „V-BOX” i głowic Kistlera, czyli czujników, które potrafią zidentyfikować przyspieszenia i siły działające w pojeździe. Daje to możliwość analizy tego, co się dzieje z pojazdem, kiedy zostaje poddany różnego rodzaju oddziaływaniom zewnętrznym pochodzącym od drogi czy wynikającym z techniki jazdy. Nie wszystko udało się oczywiście pokazać, gdyż część z tych badań czy testów należałoby przeprowadzić na drodze.

Jednym z tematów omawianych podczas ostatniego szkolenia była ocena parametrów związanych z bezpieczeństwem człowieka, czyli wykorzystanie „toru saniowego” z manekinem i symulowanie zderzenia z prędkościami 10, 20, 30 km/h – aż do dojścia do parametrów wynikających z norm. Dlaczego to robimy? Otóż rzeczoznawcy podnieśli taki problem, że w ocenie zdarzenia drogowego, w którym ucierpiał człowiek pojawia się kwestia ubezpieczenia. Niektóre firmy ubezpieczeniowe w różnoraki sposób określają siłę uderzenia i w rezultacie oceniają konieczność hospitalizacji osoby poszkodowanej (długość pobytu w szpitalu, suma odszkodowania).

Jakie jest zainteresowanie szkoleniami? Czy planowane są kolejne?

Zainteresowanie było bardzo duże i niestety ze względu na liczbę uczestników musieliśmy wprowadzić pewne modyfikacje w planie. Konsekwencją tego spotkania jest natomiast pomysł, aby od przyszłego roku spotkania szkoleniowe odbywały się regularnie. W mojej opinii powinny one być organizowane w odstępach kwartalnych. Dr inż. Wojciech Ambroszko, który jako osoba o największej wiedzy w zakresie zagadnienia zdarzeń drogowych będzie odpowiedzialny za ten cykl szkoleń uważa, że powinny się one odbywać co miesiąc. Musimy przeanalizować możliwości tak częstego wykorzystania laboratorium oraz zaangażowania naszego personelu i podjąć ostateczną decyzję co do częstotliwości szkoleń.

Kto będzie mógł wziąć udział w takich szkoleniach?

Myślę, że w zakresie naszych możliwości laboratoryjnych jest przeprowadzenie testów i badań z udziałem rzeczoznawców, aby zobaczyli, co się dzieje z manekinem podczas testu. Jesteśmy w stanie uzyskać zgodnie z normami przyspieszenia 30–40 g – po to, żeby można było stwierdzić, co się dzieje z poszczególnymi częściami ciała manekina (człowieka). Uzyskane wyniki niemalże od razu pokazują, co się dzieje z człowiekiem, jak wygląda charakterystyka przyspieszeń, zachowań i przesunięć na fotelu, jak zachowują się pasy bezpieczeństwa oraz jak ewentualnie działają poduszki powietrzne.

To są te zagadnienia bezpieczeństwa, które zostały już podniesione i na pewno to będzie jeden z pierwszych tematów. Pozostałe zagadnienia będą tzw. klasyką rzeczoznawstwa, czyli na przykład oceną stopnia zużycia materiałów w wyniku długotrwałej eksploatacji.

Szkolenia mogą się odbywać zarówno tutaj, jak i w innych naszych laboratoriach, gdzie istnieje możliwość oceny powierzchni za pomocą mikroskopów skaningowych. Nie każdy rzeczoznawca czy inżynier ma dostęp do takiego sprzętu, a szkolenia mają na celu to umożliwić.

Czy w laboratoriach poruszana będzie tylko problematyka związana z branżą rzeczoznawczą?

Nie tylko. W naszych laboratoriach prowadzimy też badania związane z nowymi technologiami. Mogę tutaj podać przykład przeprowadzonego przez jednego z naszych profesorów badania nad samochodami z napędem elektrycznym i ich wpływem na rozruszniki serca. Podczas badania okazało się, że w niektórych samochodach pole magnetyczne jest na tyle silne, że może okazać się niebezpieczne dla pasażera, zwłaszcza jeśli jest to osoba z rozrusznikiem serca.

Czy to oznacza, że od tej strony uczelnia otwiera się na usługi masowe?

Na pewno nie chcielibyśmy stać się taką stacją serwisową w znaczeniu powszechnych usług motoryzacyjnych, a raczej mającą charakter arbitrażowy, stanowiąc wsparcie naukowe dla szeroko pojętej branży motoryzacyjnej. Mam też bardzo dobrą informację: mianowicie uczelnia dostała duże środki na stworzenie tzw. wirtualnych laboratoriów. Pod koniec ubiegłego roku udało nam się stworzyć nasze laboratoria w formie wirtualnej (z pełnymi opisami stanowisk badawczych), dzięki czemu wszyscy mogą zobaczyć, jak one wyglądają.

Kiedy będzie ogłoszony terminarz szkoleń na cały rok?

Wkrótce będę ustalał z prowadzącym dr. inż. Wojciechem Ambroszko dokładny terminarz i kiedy dojdziemy do porozumienia, czy będzie to cykl miesięczny, czy kwartalny, na pewno taką informację przekażemy.

Dziękuję za rozmowę.