Wnioski są niepokojące. Okazuje się bowiem, że 21,2% samochodów ma usterki, które dyskwalifikują je z otrzymania oceny pozytywnej. Wynik ten jest o prawie 1,5% gorszy w stosunku do poprzedniego roku.

W raporcie brano pod uwagę nie tylko stan techniczny pojazdów; pod lupę wzięto też ich wiek. Jak wskazują badania, Niemcy jeżdżą coraz starszymi samochodami. Ich średni wiek wynosi 9 lat i 3 miesiące. W 2000 roku średni wiek samochodów w Niemczech wynosił 7 lat, a w 2010 – już 8. Jako powód takiego stanu rzeczy podaje się coraz większe zubożenie społeczeństwa za naszą zachodnią granicą.

We wnioskach z przeprowadzonych badań eksperci nie pozostawiają złudzeń – obniża się poziom bezpieczeństwa na drogach, ponieważ w grupie wiekowej samochodów do 3 lat poważne usterki stanowią niespełna 6%, w samochodach 6–7-letnich odsetek ten wynosi już ponad 16%, natomiast w autach 10–11-letnich – prawie 30%. Niestety, do Polski importowane są w głównej mierze pojazdy, których średni wiek wynosi 12 lat i 3 miesiące. W skrócie można je opisać jako samochody, których już nie opłaca się naprawiać w Niemczech. Oczywiście nie wszystkie – część z nich przyjeżdża na kołach, jednak zdecydowana większość to tak zwane okazje, czyli samochody, które w Niemczech z jakiegoś powodu są bardzo tanie.

A jak jest u nas? Według raportu „Branża motoryzacyjna Raport 2018/2019” opracowanego przez PZPM średni wiek samochodu wynosi 13,8 roku. Co ciekawe, prawie 55% parku samochodowego w Polsce stanowią auta w wieku od 10 do 20 lat, a 15% – pojazdy ponaddwudziestoletnie.

Długo zastanawiałem się nad jakimś wnioskiem, który można by z tych danych wyciągnąć. Jako powód starzenia się parku samochodowego TÜV podaje biedniejące społeczeństwo, z czym trudno mi się zgodzić. Mam wrażenie, że bardziej chodzi tu o niepewność. Skandynawia zapowiada, że w ciągu najbliższych 11 lat całkowicie zakaże sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi na swoim terytorium. Dużo mówi się o całkowitym zakazie wjazdu diesli do centrów europejskich miast, a największy niemiecki producent kusi przy tym wysokimi dopłatami do wymiany samochodów spełniających normy Euro 4 i 5 na nowe auta – także z silnikami Diesla. Klienci mogą być tymi działaniami zdezorientowani i chyba chcą przeczekać i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Za jakiś czas burza ucichnie i będzie jasne, jaka jest przyszłość motoryzacji.