Nic wielkiego – w końcu w folderach podawane będą dane bardziej zbliżone do realnych wartości – ale sprawa ma drugie dno, zwiastujące wzrost kosztów dla importerów i producentów samochodów. Zgodnie z nowymi przepisami modele, które nie przeszły testu WLTP, muszą zostać wycofane z rynku. Ale nie wszystkie. W ofercie sprzedażowej będzie mogło zostać maksymalnie 10% samochodów z tzw. ostatniej partii produkcyjnej, czyli wyprodukowanych w ciągu 12 miesięcy przed 1 września 2018 r. Oznacza to, że 9 na 10 pojazdów (które nie spełniają normy i jednocześnie nie zostały sprzedane do końca wakacji) będzie wycofanych ze sprzedaży i wróci do producenta w celu modyfikacji pozwalającej spełnić nowe normy.

Internet obiegła ostatnio fotografia pokazująca lotnisko pod Berlinem wynajęte przez koncern Volkswagena. Zaparkowano na nim samochody, które firma musi poddać testom emisji spalin i odpowiednio zmodyfikować. Na razie jest to jeden wielki plac, na którym zebranych jest kilkanaście tysięcy samochodów. Volkswagen planuje jednak szukać dalej miejsc do parkowania, ponieważ w związku z nowymi przepisami spodziewane są opóźnienia w dostawie prawie 250 000 samochodów.

Jakie jest drugie wyjście? Wielu dealerów już teraz zarejestrowało posiadane na stanie samochody, aby nie mieć problemu z zarejestrowaniem ich po 1 września. Wiąże się to jednak z faktem, że klient będzie kupował samochód, który, mimo zerowego przebiegu, będzie mógł uznać za używany, ponieważ nabywca będzie wtedy już drugim właścicielem. Prawdopodobnie trzeba więc będzie wprowadzić rozmaite zachęty i upusty, które mogłyby przyciągnąć nowych klientów.

Można zatem powiedzieć, że nowe normy emisji spalin to poważna sprawa, a ich wprowadzenie dość mocno „uderzy po kieszeni” producentów samochodów. Ale przynajmniej wraz z nowym rokiem szkolnym będziemy mogli odetchnąć z ulgą trochę bardziej czystym powietrzem.