Kurs oferowany przez zakupy grupowe kosztował 99 złotych, zaś oferta standardowa – 550 złotych. Szkolenie obejmowało takie zagadnienia jak ogólna budowa pojazdu samochodowego, układ napędowy, układ hamulcowy i kierowniczy, zawieszenie, smarowanie i chłodzenie czy elektryka samochodu. Ilość proponowanego materiału – dość duża.

Organizator szkolenia na mechanika samochodowego podaje też literaturę uzupełniającą, którą zaleca się przeczytać, aby mieć większe szanse na egzaminie on-line. Dobrze – wymaga się sięgnięcia do pewnych źródeł i uzupełnienia wiedzy. Co ciekawe, nie ma ani słowa – i raczej nie wierzę, aby była taka możliwość – o szkoleniach praktycznych czy jakiejkolwiek formie praktyk w trakcie kursu. Innymi słowy: można zostać mechanikiem samochodowym, nawet nie dotykając samochodu. Jakby tego było mało, w opisie tej oferty jest adnotacja, że – tu cytuję bez żadnych modyfikacji oryginalnego przekazu – „na certyfikacie nie ma adnotacji, że kurs odbył się drogą internetową”.

Żyjemy w czasach, kiedy sporo rzeczy można osiągnąć dzięki dostępowi do sieci. Właściwie nie ma już problemu ze skończeniem studiów bez wstawania od komputera. Kursy językowe on-line już od dawna nie stanowią żadnej nowości. Niemniej e-nauka mechaniki czy jakiegokolwiek innego zawodu wymagającego lat praktyki i doświadczenia oraz wielu mniej lub bardziej udanych prób, według mnie, nie ma większego sensu. To tak, jakby chciało się zostać zegarmistrzem bez rozebrania ani jednego zegarka. Nie wspominając już o jego złożeniu.

Czy tego typu kursy mają jakiekolwiek szanse? Na pewno! Sto złotych to w końcu niewielki wydatek za wydanie certyfikatu o ukończeniu takiego szkolenia. Jednak wolałbym, żeby taki świeżo upieczony mechanik z certyfikatem nie eksperymentował później na moim samochodzie. Dużo więcej zaufania mam do osoby bez certyfikatu, ale z „brudnymi rękami”.