Liderem w liczbie sprzedawanych samochodów typu EV są Chiny. Dzięki programom rządowego wsparcia i naciskom na zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza w tym kraju sprzedaje się ponad 50% światowej produkcji samochodów elektrycznych (25% rynku to Europa, zaś Ameryka Północna ma niecałe 18%).

Wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych idzie w parze, a właściwie ciągnie za sobą całą infrastrukturę do ładowania. W 2017 roku najwięcej szybkich stacji DC ładujących samochody elektryczne działało w Japonii. Powstało tam 7000 tego typu urządzeń, podczas gdy w całej Europie było ich 6800.

Rosnąca popularność samochodów elektrycznych ma swoje źródło w coraz niższych cenach, wynikających z kolei ze spadających kosztów produkcji baterii. Te jednak ciągle mają zbyt niską gęstość energii, ale – jak to zwykle bywa z nowoczesnymi technologiami – źródła energii będą przecież ciągle dopracowywane.

Co na to warsztaty? Warsztaty stoją już w kolejce i wkrótce też popłyną na tej fali rozwoju. Mówi się co prawda, że samochody elektryczne będą się mniej psuły i to jest prawda – jeden element ruchomy w silniku i przekładnia będą zawsze żywotniejsze od silnika spalinowego i całej skrzyni biegów stosowanych aktualnie w samochodach. Ale przecież „elektryki” też mają hamulce, układ kierowniczy i zawieszenie. Będą tak samo uczestniczyły w wypadkach, więc konieczne będzie przeszkolenie mechaników pod kątem pracy z wysokimi napięciami oraz obsługi konkretnych modeli samochodów. Każde bowiem elektryczne auto ma kilka wyłączników głównych, o których trzeba pamiętać przed rozpoczęciem pracy. I w każdym modelu auta umieszczone są one gdzie indziej. 

Waga napędu elektrycznego ma też znaczenie ze względu na prognozy rynkowe. Szacuje się, że do roku 2023 sprzedaż samochodów elektrycznych przekroczy granicę 10 milionów sztuk, a po kolejnych dwóch latach ich łączny udział w rynku pojazdów pasażerskich sięgnie 22%. Trzeba się już przygotowywać na nadejście nowej, elektrycznej rzeczywistości.