Polski rynek automotive od lat ma się bardzo dobrze, na co olbrzymi wpływ ma szereg różnych czynników. Od strony podażowej na jego kondycję wpływa to, że w naszym kraju działa wielu światowych producentów części, a wytwarzane przez nich podzespoły trafiają zarówno na rynek pierwotny, jak i wtórny. Z kolei patrząc od strony popytowej, duży wpływ na niezłą kondycję branży ma zaawansowany wiek parku samochodowego w naszym kraju oraz przeciętny stan techniczny używanych pojazdów trafiających do Polski z zagranicy, a także niezła koniunktura w kraju i w państwach unijnych oraz wzrost zamożności naszych rodaków.

– W nowym roku spodziewamy się utrzymania pozytywnych tendencji rynkowych i umacniania pozycji sektora automotive w Europie. Dobre otoczenie rynkowe w Polsce, stopniowo rosnące dochody Polaków i rekordowo niskie bezrobocie sprzyjają naszej branży. Rosnąca siła nabywcza i coraz większe zakupy firm przekładają się na wzrost liczby rejestrowanych samochodów – mówi Piotr Janta, członek Zarządu Auto Partner, i dodaje, że pozytywny wpływ na sprzedaż aut i tym samym części samochodowych mogą mieć zapowiadane przez rząd propozycje fiskalne, w tym rozszerzenie programu 500+. Zdaniem Piotra Janty widać jednak także wyzwania stojące przed branżą, które od blisko 2 lat są podobne, czyli przede wszystkim deficyt siły roboczej i zmiany cen paliw.

Diesle mają się dobrze

Afera Dieselgate zatrzęsła dość mocno posadami europejskiej motoryzacji, a jej ofiarą, co chyba zrozumiałe, padły przede wszystkim silniki Diesla. Przykładowo u naszych zachodnich sąsiadów sprzedaż nowych aut napędzanych jednostkami wysokoprężnymi stopniała do zaledwie kilkunastu procent całego rynku. Również na rynkach, gdzie diesle tradycyjnie miały mocną pozycję (np. we Francji), widoczny jest stopniowy odwrót od tego typu napędu.
Także w Polsce nie da się nie zauważyć odwrotu od silników o zapłonie samoczynnym, jednak ciężko tu mówić o jakimś gwałtownym załamaniu tego sektora rynku, a prędzej o systematycznym spadku jego udziału. W 2018 r. sprzedaż nowych modeli z tego typu silnikiem stanowiła 24,8% łącznej sprzedaży w segmencie nowych samochodów. Rok temu udział ten wynosił 27,8%, a dwa lata wcześniej – 31,6%.

Warto jednak pamiętać, że na polskim rynku dominują pojazdy z drugiej ręki, a tu pozycja diesli wciąż jest bardzo mocna. I… paradoksalnie może się jeszcze umocnić. Jeśli bowiem w państwach zachodniej Europy właściciele diesli zechcą na masową skalę się ich pozbywać (powodem mogą być np. zakazy wjazdu do centrów dużych miast), to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że spora ich część trafi do naszego kraju.

Hybrydy mniej skomplikowane

Wprawdzie sprzedaż aut elektrycznych i hybrydowych w Polsce jest minimalna, jednak na zachodzie Europy, w Japonii czy Stanach Zjednoczonych z każdym rokiem pojazdy te zdobywają coraz większy udział w rynku. Może jeszcze zbyt szybko nie prześcigną one tradycyjnie napędzanych samochodów, ale już w połowie przyszłej dekady łącznie na całym świecie powinno być w eksploatacji blisko 40 milionów samochodów na prąd. A to oznacza, że producenci części zamiennych powinni już teraz dostosowywać się do nowych realiów rynkowych.

W porównaniu z dieslami pojazdy elektryczne są znacznie mniej skomplikowane technicznie. Nie mają bowiem niektórych części, takich jak alternator, rozrusznik, wtryskiwacze czy dwumasowe koło zamachowe. Tym samym są mniej narażone na ryzyko kosztownej usterki. Ponadto auta z układem hybrydowym mają mniej obciążony silnik spalinowy oraz hamulce, co powinno znacząco wydłużyć żywotność tych podzespołów. Z drugiej jednak strony współczesne samochody są dość mocno złożonymi konstrukcjami, co jest wynikiem stosowania kolejnych zaawansowanych systemów bezpieczeństwa, rozwiązań z zakresu multimediów czy też oprzyrządowania jednostki napędowej. Z reguły są to zespoły elektroniczne, które wymagają stałego źródła zasilania. – Niezmiennie jest nim akumulator, jednak i jego pojemność jest ograniczona. Do tego nadal musi dostarczać energii innym podzespołom, jak chociażby oświetleniu zewnętrznemu i wewnętrznemu. Aby zrekompensować to zapotrzebowanie i pobór mocy, producenci żarówek pracują nad energooszczędnymi, ale i wydajnymi rozwiązaniami – mówi Wioletta Pasionek, marketing manager Central Europe z Lumileds Poland. – Należą do nich m.in. najwyższej jakości halogeny czy światła oparte na diodach LED. Tę technologię znajdziemy też w retrofitach, których żywotność obliczono na 10 i więcej lat.

Wydawać by się mogło, że dodane w samochodzie elektrycznym zestawy baterii rozwiążą ten problem. Jednak w rzeczywistości jest na odwrót. Trudno mówić o rozwoju elektromobilności bez zwiększania zasięgu pojazdu elektrycznego bądź hybrydy poruszającej się w trybie EV, dlatego dążenie do maksymalnego ograniczenia poboru prądu przez wszystkie odbiorniki wciąż jest aktualne.

– Co więcej, nieodległą przyszłością są pojazdy autonomiczne. Będą one musiały komunikować się w czasie rzeczywistym z infrastrukturą drogową, innymi pojazdami oraz osobami. Odpowiadające za to podzespoły też muszą mieć nie tyle zapewnione, a wręcz zagwarantowane stałe źródło zasilania – tłumaczy Wioletta Pasionek. – Do tego producenci samochodów kuszą wizją wykonywania różnych czynności podczas jazdy. Już sama praca na laptopie czy oglądanie filmów na ekranach LCD to dodatkowy pobór mocy. W tej sytuacji będzie rosła rola oświetlenia wnętrza pojazdu. Dlatego bez kompleksowych, nowatorskich rozwiązań i wspólnych działań może nam grozić blackout.

Szanse, ale i zagrożenia

Najnowszy raport ExactSystems „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive” pokazuje dobitnie, że producenci części samochodowych, także działający na polskim rynku, są świadomi zachodzących zmian, w tym głównie dotyczących produkcji części lub podzespołów do aut elektrycznych, hybrydowych i autonomicznych. Zmiany te tworzą nowe szanse na dalszy szybki rozwój całej branży motoryzacyjnej, ale jednocześnie stwarzają potencjalne zagrożenia dla każdej z firm.

Największe oczekiwania związane są ze zwiększaniem wolumenu zamówień w już istniejących fabrykach oraz z tworzeniem nowych miejsc pracy w związku z powstawaniem nowych zakładów produkcyjnych wytwarzających części i podzespoły bardziej specjalistyczne i zaawansowane technicznie. Polska już teraz jest liderem regionu w tym obszarze rynkowym. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by również popyt na nowe technologie był zaspokajany w dużym stopniu przez działające w naszym kraju firmy. Dużą rolę w tym zakresie może odegrać rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności, którego ważnym ogniwem mają być zakłady produkujące części w Polsce oraz ich włączenie w przygotowanie i produkcję pierwszego polskiego auta elektrycznego.

Największe zagrożenia, jakie pojawiają się w obliczu nadchodzących zmian, to spadek zamówień na obecne produkty w istniejących fabrykach i niewystarczające ich zastąpienie nową produkcją, a także zbyt małe wsparcie rządu dla sektora motoryzacyjnego w związku z zachodzącymi zmianami.

Wszelkie obawy, ale i zbyt duże nadzieje łagodzi jednak Piotr Janta. Według niego samochody z napędami hybrydowymi i elektrycznymi, choć liczba ich rejestracji dynamicznie rośnie, wciąż stanowią niewielki udział w łącznej sprzedaży samochodów. – Duża część naszej oferty to produkty wykorzystywane również w pojazdach o alternatywnych napędach. Stale obserwujemy rynek, trendy, a także argumenty za i przeciw hybrydom czy „elektrykom”. Dostosowujemy się na bieżąco do potrzeb klientów. Samochody z silnikami spalinowymi jeszcze długo będą stanowiły zdecydowaną większość na polskich drogach – mówi członek Zarządu Auto Partner.