Nazywam się Bond…

© Bosch

Udostępnij:

Dzięki rzeczywistości rozszerzonej (ang. augmented reality, AR) można zobaczyć więcej. W przyszłości będzie ona dla pracowników warsztatów samochodowych czymś w rodzaju superrentgena. Czy zrewolucjonizuje diagnostykę i naprawę pojazdów?

Czy ją ma? Jaką? I gdzie? Bond zakłada niepozornie wyglądające niebieskie okulary słoneczne. W oka mgnieniu agent Jej Królewskiej Mości widzi wszystko dosłownie na wylot. Te okulary to oczywiście jeden z niezliczonych specjalnych gadżetów z laboratorium Q: Pierce Brosnan jako 007 patrzy w „Świat to za mało” po prostu przez ubranie swojego przeciwnika i dzięki temu wie, czy, gdzie i jaką broń chowa pod swoją niewinnie wyglądającą marynarką. Także warsztaty samochodowe powinny wkrótce mieć możliwość korzystania z takiej technologii. Rzeczywistość rozszerzona, bo o niej mowa, nie jest jednak żadną nową technologią, ponieważ w przemyśle stosuje się ją już od lat, w tym do konstruowania i produkowania samochodów. W serwisach natomiast prawie się jej nie spotyka. Mimo że BMW już ponad 10 lat temu opracowało taką koncepcję razem z okularami (patrz ramka „Warto wiedzieć”), to nic więcej z tego nie wyszło. Dlaczego? Tego firma z Monachium nie chce powiedzieć. Później, w 2013 r., VW jako pierwszy wprowadził aplikację AR do serwisu samochodowego. Firma z Wolfsburga wyposażyła produkowane seryjnie „auto testowe” XL1 w nowoczesną instrukcję naprawy. Jednak w tym przypadku użytkownik nie korzysta ze specjalnych okularów, lecz kieruje na XL1 „zwykły” tablet, na którym wyświetlane są części i kolejne czynności, tworzące mieszaninę rzeczywistości i cyfrowej treści. System nosi imię „Marta” (Mobile Augmented Reality Technical Assistance) i przedstawia komponenty rzeczywiste i wirtualne w zestawieniu przestrzennym (trójwymiarowym). Z kolei przed dwoma laty na targach Automechanika Bosch i Texa przedstawili swoje koncepcje rzeczywistości rozszerzonej, które miały trafić do wszystkich warsztatów, nie tylko serwisów, co stanowiło duży plus i wyróżniało się od dotychczasowej konkurencji. Jednak ani jedna, ani druga firma do dziś nie wprowadziła swojego rozwiązania do sprzedaży. Podczas gdy Texa szybko nabrała wody w usta, gigant ze Stuttgartu nadal pozostaje w temacie. – To megatrend. Nic nie przekazuje informacji tak szybko i skutecznie, jak AR – twierdzi Jürgen Lumera, dyrektor zarządzania produktem rzeczywistość rozszerzona w firmie Bosch. Inaczej mówiąc, stanowisko Lumery jest takie, że w przyszłości warsztaty będą oszczędzać czas, kiedy w trakcie naprawy będą używać rzeczywistości rozszerzonej. Tak wynika z testu przeprowadzonego przez firmę, w którym korzystający z AR badani naprawili usterkę poduszki powietrznej w czasie o 20% krótszym niż bez zastosowania tej technologii. Można to łatwo wyjaśnić: nie trzeba odchodzić od pojazdu, aby popatrzeć na monitor, i wracać z powrotem do pojazdu. Poza tym nie trzeba też lokalizować, czyli przenosić lub znajdować tego, co się widzi w dwóch wymiarach, do trójwymiarowej rzeczywistości – nie mówiąc już o niepopełnianiu błędów. Futurystyczne okulary nie należą jednak do koncepcji firmy Bosch, przynajmniej na razie. Wady są (nadal) za duże. Jak twierdzi Lumera: – Podczas gdy pole widzenia człowieka ma ok. 170 stopni, okulary takie osiągają ledwie ok. 40 stopni. Oznacza to, że użytkownik musiałby ciągle kręcić głową, nie mówiąc już o dużej wadze i problemach czasowych z zasilaniem. Także „kartkowanie” dokumentu stanowi w warsztacie wyzwanie. Ewentualny hałas uniemożliwia lub utrudnia sterowanie głosem, a sterowanie gestami nie jest jeszcze zoptymalizowane. Dlatego na razie firma ze Stuttgartu stawia na klasyczny tablet. – Jednak to właśnie wyświetlanie na okularach daje technikowi większe pole działania, ponieważ kiedy patrzy na obszar roboczy, informacje wyświetlają się bezpośrednio w polu widzenia, a on może pracować obiema rękami – mówi Alfred Mayer, dyrektor Hella Gutmann Solutions. Innymi słowy: projektanci mają w tym zakresie jeszcze wiele do zrobienia.


AR nie zniechęca!

Mimo wszystkich zalet, jakie oferuje AR, wykwalifikowani mechanicy lub mechatronicy nie muszą się obawiać, że technologia ta pozbawi ich pracy. Nawet jeśli „nowy świat” zmniejszy liczbę wykonywanych czynności lub uprości je, to fachowiec nadal będzie potrzebny. Zawsze będzie potrzebny ktoś, kto potrafi interpretować dane i informacje oraz podejmować odpowiednie decyzje. AR będzie stanowić wsparcie i rozsądne uzupełnienie – nic więcej, ale też nic mniej. Potencjalne możliwości zastosowania są przy tym tak różnorodne, jak skomplikowane są nowoczesne pojazdy, i w żadnym wypadku nie ograniczają się tylko do wielokrotnie wspominanej elektroniki. Jak twierdzi Lumera, w przeprowadzonych rozmowach pracownicy warsztatów zwrócili uwagę na interesujące możliwości zastosowania „nowej rzeczywistości”, o których inżynierzy jeszcze nie pomyśleli – na przykład wniknięcie wody do wnętrza samochodu. Jeśli monter za pomocą AR mógłby stwierdzić, jakimi drogami woda mogła wniknąć, mógłby szybko zidentyfikować jej źródło oraz stwierdzić, w których miejscach może doprowadzić do szkód następczych, jeśli np. wejdzie w kontakt z elementami instalacji elektrycznej pojazdu. To samo dotyczy wymagającej diagnostyki hałasów. Gdyby diagnosta mógł „prześwietlić” poszycie drzwi, szybko zobaczyłby, co się znajduje za nim. Na pytania typu: „Czy to, co tam jest, może powodować (taki hałas), czy nie?” w przyszłości będzie można odpowiedzieć szybko i bez niepotrzebnego demontażu części. Dodatkową korzyścią jest oszczędność czasu. Za rzeczywistością rozszerzoną przemawiają także takie zastosowania, jak „przedłużenie oka”. Chodzi tutaj o to, że pracownik wsparcia nie tylko będzie mógł się podłączyć do warsztatowego testera i samodzielnie sterować procesem diagnostycznym, lecz za pomocą kamery (w okularach AR/tablecie) będzie mógł dokonać oględzin auta, rozpoznać części i ich wersje, stany, a może także uszkodzenia i usterki. W ten sposób może przekazać technikom na miejscu odpowiednie polecenia głosowe lub przesłać wskazówki bezpośrednio na tablet lub do okularów.

RZECZYWISTOŚĆ ROZSZERZONA (AR) W PRAKTYCE
„Prawdziwa przewaga konkurencyjna”
Redakcja: Dlaczego AR do dziś prawie w ogóle nie jest stosowana w Aftermarkecie?
Dr Axel Glanz: Trzeba pokonać dwie przeszkody, zanim będzie można zastosować okulary AR – tylko one pozwalają osiągnąć znaczne ułatwienie, zapewniając obsługę tego typu rozwiązań bez użycia rąk. Po pierwsze, należy zidentyfikować obszary o największym potencjale zastosowania, na przykład problemy diagnostyczne, które można skonsultować wirtualnie z ekspertami w innej lokalizacji, aby zapewnić bezpośrednią pomoc. Pod drugie, istniejące instrukcje naprawy muszą zostać zdigitalizowane i dostosowane do okularów AR, aby umożliwić zautomatyzowaną pomoc.
Czy koncepcje AR są użyteczne tylko dla dużych koncernów, czy też mogą na nich skorzystać także małe warsztaty?
To właśnie małe warsztaty mogą odnieść korzyści, ze względu na brak wszystkich ekspertów na miejscu. Tutaj właśnie wirtualna pomoc eksperta z centrali producenta lub centrali serwisu będzie tworzyć prawdziwą przewagę konkurencyjną.
Czy AR może doprowadzić do tego, że pracownicy serwisów w przyszłości staną się „głupsi”?
To właśnie rzeczywistość rozszerzona przyniesie ze sobą prawdziwy postęp w dziedzinie wiedzy. Pracownik serwisu będzie mógł wykonywać prace, których inaczej nie potrafiłby wykonać.
Jakie doświadczenie ma Pan w zakresie projektów AR i jak odbierają je użytkownicy?
Prawie stu techników serwisu, których przeszkoliliśmy w różnych seminariach, było zachwyconych. Wszyscy uświadomili sobie, że technologia ta daje im przewagę konkurencyjną nawet w wymiarze osobistym.

TOP w kategorii


#Technika motoryzacyjna

digitalizacja AR rzeczywistośc rozszerzona



Warunki techniczne

Tak wygląda to już w praktyce. Co prawda nie w serwisach samochodowych, lecz w firmie Telekom. Z pomocą Instytutu Innowacji i usługodawcy w zakresie AR, przedsiębiorstwo przekazało serwisantom taką koncepcję do przetestowania. Według dr. Axela Glanza, dyrektora niemieckiego Instytutu Innowacji, system spisuje się doskonale. Tego typu praktyczne zastosowanie AR wymaga oprócz odpowiedniego sprzętu (tablet, okulary, kamera) także odpowiedniego łącza do przesyłu danych. Bez szybkiego i stabilnego połączenia warsztatu z siecią lub infrastrukturą zakładową system nie będzie działać. Dlatego też nie dziwi, że prawdopodobnie partnerzy dużych marek samochodowych będą w czołówce zastosowań AR w tej dziedzinie. Producenci oryginalnego wyposażenia (OEM) i ich kontrahenci zaakceptują wszystko, co zmniejsza liczbę powtórnych napraw. Na tym można by zakończyć. A to, że w pięknym nowym świecie napraw samochodowych oprócz blasków pojawiają się też cienie, to zrozumiałe. Na przykład koszt przedstawienia określonej procedury diagnostycznej lub naprawczej za pomocą AR jest taki sam lub wyższy niż w przypadku mediów drukowanych lub cyfrowych (komputer). Oznacza to, że nikt nie będzie tworzyć instrukcji naprawy z wykorzystaniem rzeczywistości rozszerzonej ot tak sobie. Przede wszystkim nikt nie będzie tworzyć dodatkowych trójwymiarowych grafik i animacji. Tylko jeśli są one już dostępne, tak jak ma to miejsce dzisiaj w przypadku konstrukcji części lub systemów w przemyśle motoryzacyjnym, i można je wykorzystać, zastosowanie AR jest rozwiązaniem opłacalnym. – Przygotowanie od podstaw danych 3D dla różnych marek wiązać się będzie z olbrzymimi nakładami – podsumowuje Alfred Mayer z HGS. Kolejne spore wyzwania to, jak już wspomniano, okulary AR – tylko one pozwolą na pełne wykorzystanie AR w warsztacie samochodowym. Obecny świat rzeczywistości rozszerzonej to za mało, ale poczekamy, zobaczymy!

Udostępnij:

Drukuj





Steffen Dominsky



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również